Publikacje

Andrzej Wańkowicz:
Producenci motyk na Słońce

Artykuł ukazał się (w r. 2000) na witrynie czasopisma "Astronautyka"

Przemysł kosmiczny to obecnie jedna z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin światowej gospodarki. Jakościowe i techniczne wymagania, stawiane przed aparaturą, mającą efektywnie pracować w warunkach przestrzeni pozaziemskiej, czynią z badań kosmicznych potężny, nieprzecenialny generator naukowego oraz technicznego postępu i innowacyjności.

Jednocześnie, nie ma dziś właściwie państwa, które byłoby w stanie "suwerennie" stworzyć sobie i sfinansować program kosmiczny na miarę współczesnych potrzeb i technologicznego potencjału. Stąd wyraźna na świecie tendencja do umiędzynaradawiania badań kosmicznych.

Na naszym kontynencie, taką ponadnarodową "czapką", koordynującą wspólne działania jest Europejska Agencja Kosmiczna - ESA. Firmowane przez nią satelity badawcze złożone są na ogół z aparatury, konfekcjonowanej w kilkunastu państwach, przy wykorzystaniu technicznego i intelektualnego potencjału dziesiątek instytucji badawczych oraz firm komercyjnych.

W projektach badawczych Agencji swój udział ma również Polska. W dodatku udział niebagatelny, gdy zważyć na więcej niż skromne środki finansowe, kierowane na ten cel do unikalnej w skali kraju instytucji, jaką jest Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Aparatura badawcza, zaprojektowana i wykonana przez ludzi z CBK znajduje się na pokładzie sond kosmicznych, realizujących najambitniejsze współcześnie programy badawcze, związane z eksploracją Wszechświata. Polski sprzęt będzie mierzył temperaturę Tytana z pokładu sondy Cassini, polskie podzespoły obsługują teleskop projektu Integral, "nasz" był, na pokładzie satelity Coronas-1, instrument do pomiarów plazmy jonosferycznej.

Obecnie, trwają w Centrum prace nad unikalnym w skali światowej urządzeniem, tzw. penetratorem MUPUS, swojsko zwanym "młotkiem na kometę". Za trzy lata wystartuje, a w roku 2011, w trudno wyobrażalnej odległości za orbitą Jowisza, osiądzie na powierzchni przelatującej tam komety Wirtanena sonda imieniem Rosetta. W jej wyposażeniu znajdzie się m.in. ważący niespełna 400 gramów penetrator, którego zadaniem będzie wbić się kilkadziesiąt centymetrów w grunt komety dla dokonania szeregu pomiarów - profilu temperatury, przewodnictwa cieplnego, właściwości dielektrycznych, akustycznych, gęstości, oporu, właściwości mechanicznych.

Zademonstrowaliśmy, że potrafimy wziąć na siebie zadanie, do którego realizacji nikt się nie kwapił, mówi inż. Jerzy Grygorczuk, odpowiedzialny za realizację strony mechaniczno-inżynierskiej projektu. Zdarza się bowiem, wyjaśnia, że w tego rodzaju projekt nie chcą się angażować, w obawie przed niepowodzeniem, nawet najbardziej renomowane firmy. Oczywiście, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to wtedy im głupio, wszak oddali pole konkurencji.

W tym przypadku ową konkurencją jest CBK. Słabą konkurencją, jak dodają pracownicy Centrum. Słabą nie w sensie naukowym, lecz z racji ubogiej infrastruktury i znikomego finansowego zaplecza.Głównie dajemy pomysły, co jest zresztą bardzo cenne, mówi dr Marek Banaszkiewicz, ale na to, by rzeczywiście zaistnieć, potrzeba mnóstwa pieniędzy na aparaturę testującą.

Testy robione są metodami, jak mówią w Centrum, dość prymitywnymi w kraju, a gdy nie da się inaczej, to za granicą. Co jest oczywiście bardzo kosztowne. Rozwiązaniem byłoby posiadanie własnej aparatury testującej. Jej zakup i późniejsze utrzymanie również wymaga uruchomienia dużych nakładów finansowych, ale, jak przekonuje dr Banaszkiewicz, taka inwestycja bardzo szybko by się zamortyzowała.

Przykładowo, niezwykle potrzebna komora termiczna kosztuje pół miliona dolarów. Sporo, ale gdy wziąć pod uwagę, że jeden dzień testów w takiej komorze kosztuje blisko 5 tysięcy "zielonych", to amortyzuje się ona po stu dniach efektywnej pracy czyli, realnie, po niecałych dwóch latach.

Niestety, w najbliższym czasie Centrum nie ma co marzyć o poważniejszym zastrzyku inwestycyjnym. Przynajmniej nie ze strony instytucji, ustawowo zobowiązanej do łożenia na naukę. Tzw. "wydział trzeci" Polskiej Akademii Nauk patronuje obszarowi matematyki, fizyki i chemii, co oznacza, że w praktyce finansuje on ok. 40 placówek badawczych. Gdy obliczyć, ile pieniędzy trafia do poszczególnych instytucji na jednego statystycznego pracownika, to okaże się, że CBK dostaje 30 procent mniej, niż wynosi średnia. Nie, to nie jest pomyłka: Jedyna instytucja w kraju, która ma kontakt z najnowocześniejszą technologią kosmiczną, dostaje najmniej pieniędzy na głowę człowieka w całej Polskiej Akademii Nauk!

Nadzieje na rozwój CBK wiąże więc bardziej w stowarzyszeniu naszego kraju z Europejską Agencją Kosmiczną oraz, w dalszej perspektywie, w członkostwie tej organizacji. Wtedy mogą pojawić się szanse na niezbędne środki.

Państwa, które są członkami Europejskiej Agencji Kosmicznej, płacą składkę, której wysokość uzależniona jest od dochodu narodowego. I nie są to pieniądze stracone. Jeżeli np. Niemcy płacą składkę na ESA w wysokości 20 miliardów marek rocznie to, po odjęciu kilku procent kosztów administracyjnych, ok. 19 miliardów wraca do kraju w formie zleceń dla niemieckiego przemysłu. Przy czym nie jest to oczywiście sztywna reguła. Gdy na miejscu nie ma zainteresowania bądź możliwości wykonawczych, pieniądze na realizację danego zamówienia wędrują do innego członka ESA.

Członkostwo w ESA jest więc perspektywą niezwykle kuszącą, nie tylko jako szansa uczestnictwa w realizacji najbardziej zaawansowanych technologii, ale również w wymiarze czysto ekonomicznym. Problem w tym, że aby pieniądze wróciły i procentowały na rzecz rozwoju państwa, musimy być gotowi na twórcze i racjonalne ich wykorzystanie. To, że CBK uczestniczy w realizacji ambitnych misji badawczych dowodzi, że nie marnujemy funduszy, że potrafimy je z pożytkiem zagospodarować. Ale, by otrzymać lukratywne i rozwojowe zlecenia, nie wystarczy dysponować odpowiednią bazą produkcyjną. Taką posiadają zasadniczo wszyscy, na ogół znacznie bardziej od polskiej rozwiniętą. Ale najistotniejszym, decydującym elementem są tutaj ludzie.

Technologii kosmicznej trzeba się bardzo długo uczyć. To nie jest wiedza, którą można zdobyć na jakiejś uczelni. To wiedza zaobserwowana, podpatrzona, wydedukowana, przekazana koledze przez kolegę. Dlatego, jeżeli komuś na świecie uda się w jakimś temacie wyspecjalizować, to się tego trzyma, gdyż stanowi to jego kapitał, tajemnicę jego zespołu. Stąd np., w produkcji satelitarnych kamer Francuzi robią filtry, Niemcy CCD, a Szwajcarzy mechanikę. Bo się na tym znają, bo są o szczebel wyżej od pozostałych pod względem know-how oraz potencjału realizacyjnego.

Pracownicy CBK to ludzie, którzy nierzadko dysponują dwudziestoletnią praktyką konstrukcyjną i obecnie znajdują się na szczycie swych zawodowych możliwości. Walczą z materią i odnoszą sukcesy w najbardziej elitarnej branży produkcyjnej na świecie. Czynią to pomimo faktu, że zarobki ich sytuują się znacznie poniżej średniej krajowej. Teraz jakoś sobie jeszcze radzimy, ale jeżeli w ciągu kilku najbliższych lat nic nie ulegnie zmianie, to się zestarzejemy, stracimy impet. Nie można tego w nieskończoność ciągnąć wyłącznie na zasadzie entuzjazmu, mówi inż. Grygorczuk. Nie brak nam pomysłów, nie brak nam ludzi, których moglibyśmy podkupić. Mam sporo bardzo zdolnych kolegów, którzy tu byli, pracowali. Odeszli, bo np. mieli rodzinę, którą wypadałoby utrzymać. Przy czym nie chodziło o jakieś kokosy, ale normalny, nawet nie europejski standard. Długo się tak już nie pociągnie, bo my się niebawem zaczniemy wykruszać, a młodych nie ma, no bo kto chciałby przyjść na takich warunkach, dodaje dr Banaszkiewicz.

Jest to o tyle smutne, że intelektualny potencjał, którym dysponujemy w chwili obecnej, pozwala rozpatrywać w kategoriach realnych szans realizacyjnych takie pomysły, jak np. własny satelita telekomunikacyjny. Przy czym, oczywiście, ten akurat pomysł jest bez sensu - nie ma co na nowo wypracowywać technologii, które inni doszlifowali prawie 20 lat temu. Ale ów potencjał twórczy, pielęgnowany teraz, pozwoli na myślenie o generację do przodu, umożliwi nam już dziś stworzenie koncepcyjnych i wykonawczych zrębów tej techniki, która supernowoczesna będzie w roku 2015...

Dlatego też, krótko rzecz ujmując, szybko udzielić sobie musimy odpowiedzi na kilka kluczowych pytań. Przede wszystkim tych, dotyczących strategii naukowo-technicznego rozwoju naszego kraju. Czy chcemy być współtwórcami i beneficjentami przełomowych technologii XXI wieku, czy też zadowala nas rola kibiców. Czy stać nas na to, by brzęczącą monetą płacić za technologie, które są przestarzałe już w momencie kupna, czy też wolimy dysponować najnowszymi, a innym sprzedawać te nieco zakurzone. Czy chcemy być wśród architektów budowy przyszłego świata, czy wystarczy nam rola trzecioplanowych konsumentów jego osiągnięć.

Powyższe pytania nie są retoryczną zabawą. Od odpowiedzi na nie zależeć będzie pozycja naszego kraju za lat dziesięć, dwadzieścia i sto. Już dzisiaj większość światowych nakładów na badania kosmiczne pochodzi ze źródeł prywatnych, a nie państwowych. Nic nie jest w stanie lepiej ukazać, gdzie kryją się kokosy. Produkcja w warunkach braku grawitacji, leki, kryształy. Robotyzacja, eksploatacja złóż naturalnych. Wielkie stacje orbitalne, kolonie planetarne. Tym wszystkim żywić się będzie przyszłość. Ta przyszłość, która już się zaczęła, której narodziny śledzimy za każdym razem, gdy dotrze do nas kolejny raport z kolejnego eksperymentu kosmicznego.

Możemy wsiąść do tego pociągu, albo też zadowolić się obserwowaniem, jak odjeżdżają inni. Mamy wybór. Ale zadecydujmy, znając wszelkie "za" i "przeciw". Co oznacza, że musimy dać szansę naszym naukowcom i naszemu biznesowi. Naukowcom, by pokazali, że nie przerasta ich ultranowoczesna technologia, a biznesowi, by poznał, jakie otwierają się przed nim perspektywy. Kolosalne perspektywy.

Przed nami wielka, ogólnonarodowa dyskusja. Ale załatwmy to szybko. Niechaj choć jeden raz w tym kraju wnuki nie zarzucą dziadkom, że znowu przespali ekspres i wszyscy muszą czekać na spóźniony, zapluskwiony osobowy...


Witrynę utrzymuje "Grupa URANOS"
Komentarze, opinie: kontakt@uranos.org.pl
Ostatnie uaktualnienie: 6.IV.2004